zlew
mam większą kuchnię w planie niż Ty, ale też byłabym tyłem do salonu i kuchni..Ma tak moja siostra i mówi, że już by zmieniła. w dzień ma widno i jest ok, ale wieczorem zasłania sobą całe światło górne, a lampki pod szafkami są hen w bok..i myśli o kinkiecie przy oknie. poza tym nie bardzo otwiera sie wtedy okno i jest tendencja do stawiania ” na chwilę ” różnych naczyń..
ja tam nie wiem po co wam zlewy ale mi sie przydaje do:
mycia warzyw-kroje w sasiedztwie zlewu
mycia i krojenia mięcha (kroje w sasiedztwie zlewu)
wielokrotnego napelniania czajnika
plukania szklanek i naczyn nie nadających się do zmywarki
wielokrotnego plukania szmatki w celu umycia blatu itp
mycia i obierania owocow
obierania ziemniaków (wstawiam w pojemniku do zlewu, obieram stojąc wprost do smietnika pod zlewem) bo nie lubie syfku piaskowego na podłodze
i tak sobie mysle ze wiekszosc mojego czasu w kuchni spedzam przy zlewie majac zmywarkę. Mam duze okno-i zlew sie na nie łapie i troche blatu-i ja bardzo sobie to cenię. Ciasta i inne kulinaria wyczyniam wieczorem, wiec nie muszę patrzec przez okno bo i na co? A ze kuchnie mam w ksztalcie C to nawet pitrasząc przy kuchence lekko odwracam glowe i to okno mam przed nosem. Wiec o co chodzi z tymi widokami? Mam zmyware a mimo to duzo czasu na gapienie sie w okno za zlewem.
Mój mąż marzył o zlewie pod oknem – widocznie mężczyźni tak mają – ale szcęśliwie udało mi się przekonać go, że to bez sensu. U nas zmywarka jak najbardziej wchodzi w grę, więc czas przy zlewie jest znacznie ograniczony – szkoda więc widoku za oknem, ewentualnej kontroli co wyczyniają dzieci, itp. Wolałabym raczej mieć okno przy blacie roboczym lub stole.
wystrój okna też jest wtedy trochę narzucony..
u mnie może zmieni się zamysł w półwysep..